Naklejki ścienne

Każdy, kto dekoruje swoje mieszkanie wcześniej czy później zastanowi się nad naklejką ścienną. Są ostatnio bardzo popularne i właściwie zajęły miejsce używanych kiedyś szablonów. Nie ma się zresztą czemu dziwić, bo jest to relatywnie niedrogi, szybki i efektowny sposób na to, by nadać wnętrzu wyrazu.

U siebie w domu mam trzy naklejki ścienne. Trzy od dzisiaj, wcześniej były dwie. Tak się złożyło, że wygrałam w facebook’owym konkursie portalu Wnętrza Ze Smakiem naklejkę ścienną, która zasiliła moją kolekcję i właściwie była motywacją do napisania tego posta – pokażę Wam, jakie naklejki są u mnie, jakie są moim zdaniem ich plusy i minusy.

Pierwsza naklejka pojawiła się praktycznie od razu po remoncie. W kuchni mam zabudowany karton-gipsem komin. Całkiem spory kawał pustej ściany z którego nie ma żadnego pożytku, tylko strata miejsca. Niestety nie mogłam się go pozbyć, bo zniszczyłabym wentylację w całym bloku. Wykombinowałam więc naklejkę ścienną. Instalował mi ją majster remontowy i prezentuje się tak:

kuchnia

Wisi już trzeci rok, nic się z nią nie dzieje. Czasem moje dziecko ma potrzebę skubnięcia, ale fuczę i bronię kawowych napisów, więc póki co trwają.

Druga naklejka trafiła do pokoju mojej córki. Kupiłam ją, ponieważ po pierwsze była z sowami (lubię sowy), a po drugie – pokój stał pusty, nieumeblowany i chciałam go jakoś udekorować. W wersji pierwotnej wyglądała tak:

naklejkasowa

Niestety, nie byłam w stanie uchronić jej przed skubaniem. Moje dziecię sięgało akurat do sówek, więc kiedy nie patrzyłam, uprawiała swój proceder. Koniec końców sowy były w takim stanie, że nie dało się ich odratować. W międzyczasie pokój zaczął się zapełniać, na miejsce naklejki trafił regał z książkami, a samo drzewko powędrowało na drugą ścianę – teraz „wyrasta” zza oparcia kanapy:

drzew

Młoda przestała ją dręczyć, tak więc jest szansa, że się uchowa (o ile przeżyje drugą córkę, która za jakieś pół roku wejdzie w okres skubania).

Teraz trochę o naklejce, którą wygrałam. Muszę przyznać, że nieźle mnie zaskoczyła. Dostałam takie pudełeczko:

Naklejka jest firmy Puzzlove. Mają hasło”zabawa do kwadratu” – chwytliwe, jeśli jest się matematykiem (tak, jestem matematykiem). Czekało mnie więc trochę zabawy z naklejaniem kwadratów – w sumie 392 (każdy osobno). Myślałam, że będzie ciężko, trudno i wyjdzie z tego jakaś krzywa łania, ale muszę przyznać, że efekt całkiem mi się podoba. Jelonka wyklejało się bardzo przyjemnie, instrukcja jest czytelna i nie nastręcza większych trudności. Fajne jest to, że kwadraciki naprawdę ciężko zniszczyć i nawet przy pomyłce, można je spokojnie odkleić i ponownie dopasować. W komplecie dostajemy taśmę poziomującą, która zdecydowanie ułatwia pracę. Wyklejony rogacz prezentuje się następująco:

jelen2

jelen

Na pewno nie jest idealny, ale wygląda przyzwoicie 🙂

Jakie są największe plusy naklejek ściennych moim subiektywnym zdaniem?

  • całe mnóstwo motywów, kształtów, kolorów – każdy znajdzie coś dla siebie
  • nie niszczą ścian – jeśli znudzą się za rok, czy dwa, naklejkę odklejamy (lub przeklejamy gdzie indziej) i nie musimy odświeżać powierzchni, na której wisiała
  • mogą być bardzo efektowną ozdobą wnętrza
  • są niedrogie (oczywiście znajdziemy też droższe, ale większość naklejek to koszt kilkudziesięciu złotych)
  • niewielkie naklejki są bardzo proste w powieszeniu
  • można nimi przyozdobić różne powierzchnie – od ściany, poprzez szafę czy nawet lodówkę

A jakie są ich wady?

  • większe naklejki (czyli wszystkie które u mnie wiszą) są raczej skomplikowane w przywieszaniu i potrzeba odrobiny zdolności manualnych by sobie z tym poradzić. Najtrudniejsze było drzewko – przyszło w kilkudziesięciu częściach (źle ponumerowanych), każda część była podobna do innej a instrukcja miała błędy
  • istnieje spore prawdopodobieństwo, że ktoś z naszych znajomych będzie miał taką samą jak my naklejkę – z tego powodu lepiej wystrzegać się „hitów internetu” (moja koleżanka ma drzewko z sowami. Haha ja mam BEZ sówek :P)
  • są nieodporne na dziecięce skubanie 🙂

Jak Wy się zapatrujecie na taką dekorację ścian – macie u siebie naklejki, czy też ten pomysł średnio się Wam podoba? Mi najbardziej przypadło go gustu to, że są tak łatwo usuwalne – moje poczucie estetyki zmienia swój środek ciężkości co jakiś czas, a odklejenie przylepca nie nastręcza żadnych trudności – dzięki temu mąż nie krzyczy, że ściany niszczę.

Do napisania 🙂

 

 

 

Reklamy

5 uwag do wpisu “Naklejki ścienne

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s