Jarmark na Nikiszu

Mąż w niedzielę rano zakomunikował mi, że obiecał Pisklakowi balonik i trzeba go zorganizować. Młoda pojękiwała że chce „jechać papa po bajonik”, więc nie było innego wyjścia. Gdzieś rzuciło się Małżonkowi w oczy, że akurat odbywa sie festyn na katowickim Nikiszowcu. Stopień mojego entuzjazmu zerowy – nie cierpię tłumów, nie lubię odpustów i wszelakich imprez masowych, drażnią mnie budy z plastikowymi pająkami i armatkami wodnymi. Taka jestem pozytywna… W każdym razie moje dziecię nie odpuszcza NIGDY, więc plan był taki, że 20 min w jedną stronę, capniemy balonik i spadamy. Jak to się czasem zdziwić można.

Jarmark rzeczy ładnych

Wiadomo, czego można się spodziewać po odpustach parafialnych, prawda? Odkąd pamiętam jest tak samo – kilka bud, plastik fantastik w ofercie, zeszłoroczne słodycze i nie pierwszej świeżości oscypki. Ale na Nikiszowcu jest INACZEJ.

Sam Nikisz jest bardzo ciekawą dzielnicą Katowic. Swego czasu miałam zresztą plan, żeby tam mieszkać (z różnych przyczyn nie wypaliło). Niewiele jest takich miejsc, w których człowiek ma wrażenie, że przeniósł się w czasie o kilkadziesiąt lat wstecz. Tam właśnie tak jest. Atmosferę dawnych lat czuć na każdym kroku i naprawdę ciężko uwierzyć, że jest XXI wiek. Dzielnica składa się z kompleksu budynków ze starej cegły. Ich cechą charakterystyczną są malowane na czerwono ramy okien – wygląda to przepięknie, bardzo nietypowo. Warto przyjechać i zobaczyć na własne oczy.

Stoisk było naprawdę sporo, ale wśród nich nie znalazłam ANI JEDNEGO tandetnego. Żadnych plastikowych zabawek, wiatraczków, gadżetów mejd in czajna. ZERO! Każda buda była osobnym stoiskiem z wyjątkowymi wyrobami hand made. W ogromnej większości sprzedawali sami autorzy prac, więc można było pogadać – skąd taka pasja, jak się rozwijała, dopytać o szczegóły. Czułam się jak dziecko w sklepie z zabawkami! Tyle pięknego w jednym miejscu! Wyroby drewniane, obrazy, ceramika, ubrania, biżuteria, cotton balls’y, maskotki, dekoracje, dodatki, zabawki – czego dusza zapragnie. Moja chciała tego WSZYSTKIEGO, i tylko dwoje dzieci i mąż spowodowali, że w ogóle stamtąd poszłam. Żeby nie być gołosłowną, popatrzcie na zdjęcia – to naprawdę malutka część z nikiszowskiego jarmarku!

Będzie zabawa!

Chodziłam zachwycona, aż mąż zaciągnął mnie do jednego ze stoisk, mówiąc, że coś czuje, że mi się spodoba. Wtedy przepadłam bez reszty, jednocząc się ze swoim wewnętrznym dzieckiem, które podobno wszyscy mamy. Buda z najpiękniejszymi zabawkami, jakie w życiu widziałam! Drewniane domki, wózki, mebelki. Wszystko tak urocze, że ochy i achy nie wystarczą! Każda dziewczynka marzy o domku dla lalek, ale wpadlibyście na to, że może on mieć prawdziwy, maleńki PARKIET? Takie szczegóły świadczą o nieszablonowym podejściu do swojej pracy, więc chciałam się dowiedzieć, kto jest autorem tych małych dzieł sztuki.

 

Na stolarstwo nigdy nie jest za późno!

Przeważnie, kiedy wybieramy naszą życiową drogę jesteśmy młodzi i w ogromnej większości nie wiemy tak na prawdę, co chcemy robić. Historia, którą zaraz Wam opowiem pokazuje, że nigdy nie jest za późno na znalezienie swojej ścieżki.

Rafał, mój rozmówca był handlowcem i managerem w branży zoologicznej. Fajne zarobki, ustabilizowane życie, rodzina – miał praktycznie wszystko o czym marzy większość ludzi. Problem był jednak w tym, że nie chciało mu się rano wstawać do pracy, coś się nie spinało i im dłużej pracował, tym bardziej to odczuwał. Miał swoją małą pasję – drewno. Zaczęło się od szafy, wyszła fajnie, więc czasem sklecił jakiś mebel dla znajomych, lub rodziny. O ile myśl o pracy  dołowała, o tyle relaksował się polując na… nowe narzędzia. Piła, wyrzynarka, te sprawy. Nie pytałam o to, ale przypuszczam, że zamiast perfumy na Gwiazdkę, wolałby dostać szlifierkę. Zauważył w pewnym momencie niszę w swojej branży – drewniane zabawki dla gryzoni. Były plastikowe, ale brakowało drewnianych domków, labiryntów, huśtawek i wszystkiego, co mogłoby, w ładny sposób, umilić chomiczy żywot. Tym to sposobem zniknął manager sprzedaży, a pojawiła się firma, która wytwarza drewniane cudeńka. Zaczęło się od gryzoni, ewoluowało do praktycznie wszystkiego, co można wytworzyć z drewna. Rafał ma swój zakład stolarski i mimo, że wciąż jest na dorobku, uśmiech nie schodzi z jego twarzy. Widać, że kocha to, co robi i autentycznie się tym cieszy.

Jeśli, podobnie jak mnie, podobają się Wam Jego prace, zapraszam na stronę.

Pokażę Wam jeszcze, na co ja się skusiłam. Wynegocjowałam z Córką kolor biały (chciała czerwony), uznałam, że bardziej będzie pasował jej do pokoju:

Piękny, prawda? To najładniejszy wózek dla lalek, jaki w życiu widziałam. O ile mam już piękne plany na pozbycie się większości zabawek moich dziewczyn (oprócz klocków), tak ten wózek dam kiedyś mojej wnuczce.

Przekonałam Cię do wybrania się za rok na jarmark do Nikiszowca? Mam nadzieję, że tak. Ja żałuję, że nikt wcześniej mi o tym nie powiedział, tyle lat pięknych odpustów mnie ominęło…

Do napisania 🙂

Advertisements

14 uwag do wpisu “Jarmark na Nikiszu

  1. Na Nikiszu odbywa się też Art Jarmark przy okazji wystawy sztuki naiwnej. Tym razem był 2 tygodnie przed odpustem. Również rękodzieło i wyroby unikatowe 🙂

    Lubię to

  2. Na Nikiszowcu odbywa się też ArtJarmark z okazji wystawy sztuki naiwnej w galerii Szyb Wilson. W tym roku miał miejsce 2 tygodnie przed odpustem. Tam również wystawcy prezentują rękodzieło i przedmioty unikatowe 🙂

    Lubię to

  3. Szkoda tylko, że są wystawcy, którzy jednak wystawiają chińszczyznę podpisując się pod nią (nawet załapała się tu na zdjęcie).

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s