Dobry i zły dom

Wszystko co dobre szybko się kończy – i tak minął nam urlop. Cała masa prania dość szybko sprawiła, że wróciłam do rzeczywistości i po raz kolejny stwierdzam, że automat jest najlepszym wynalazkiem ludzkości.

Wakacje w Sudetach

W tym roku byliśmy w Sudetach – ja pierwszy raz w życiu i jak sądzę – nie ostatni. Do tej pory byłam przyzwyczajona do Beskidów i Tatr, Góry Stołowe są zupełnie inne i bardzo mi się podobały. Błędne Skały i Szczeliniec – gorąco polecam. Te pierwsze trafiły nawet na moją listę ulubionych miejsc (którego numerem jeden jest wciąż oceanarium w Lizbonie).

Skalne Miasto
Skalne Miasto
Szczeliniec
Błędne Skały – jeśli lubicie labirynty, zakochacie się. I tak – tam da się wleźć!

Góry latem mają tą podstawową zaletę, że są względnie puste – porównując je do morza. Brak tłumów, rozwrzeszczanych nastolatków, bud z plastikowym badziewiem – jak dla mnie – miodzio! Odpoczynek od ludzkości uważam więc za udany, akumulatory naładowane. Nawet pies wygląda na wypoczętego po dwóch tygodniach u Teścia bez naszych dzieci.

Zamek Książ
Zamek Książ – posiadanie pałacu jest wciąż jednym z moim marzeń 🙂

Jako że blog jest wnętrzarski, z drobną domieszką moich fascynacji poza tematem, dziś będzie o domu dobrym i złym, a właściwie o prawie – przygodzie. No więc było tak:

Kudowa Zdrój

Pierwszy tydzień wakacji spędziliśmy w Kudowie Zdroju w miłym gospodarstwie agroturystycznym. Nie jesteśmy fanami hoteli, zdecydowanie wolimy domki lub prywatne pensjonaty – co kto woli, kwestia gustu. Bardzo zależało mi na takim typowym gospodarstwie – żeby dzieci pooddychały wsią, miasto mają w końcu na co dzień. Sama Kudowa to takie małe miasteczko, gdzie życie toczy się leniwie, dni płyną wolno i nikomu do niczego się nie śpieszy. W parku zdrojowym codziennie grywa się w szachy – zarówno na wielkiej, naziemnej planszy jak i przy stolikach – całkiem fajny powód, by spotkać się z ludźmi, prawda?

Po siedmiu dniach postanowiliśmy jechać dalej – w Karkonosze. Szukałam na szybko noclegu, ale było ciężko, większość sensownych miejsc była już pozajmowana. W końcu znalazłam na OLX ciekawą ofertę – apartament z dwoma pokojami, kuchnią i łazienką w wielkim i całkiem przyzwoitym domu w niezłej cenie – i WOLNY! Odetchnęliśmy z ulgą, że nie trzeba jeszcze wracać na Śląsk, zapakowaliśmy dzieci i bagaże i ruszyliśmy.

Dom Zły

zły dom - Kobieta w czerni
Zły Dom – kadr z filmu „Kobieta w czerni”

Gdy dojeżdżaliśmy na miejsce, rozpętała się okropna wichura. Burza szalała, grad walił o szyby, lały się strugi deszczu. Było na tyle hardcorowo, że miałam już wizję porozbijanych szyb w aucie i kraterów w karoserii – na szczęście nic takiego się nie stało. W tej ulewie podjechaliśmy pod nasz pensjonat. Wyglądał dość ciekawie – ogromny dom, w części drewniany, z kamienną podmurówką i dużym tarasem. Strzelałam, że jest bardzo stary – przynajmniej sto lat, może więcej. Sprawiał osobliwe, acz intrygujące wrażenie, trochę oniryczne, trochę niepokojące.

Zaparkowaliśmy i poszłam pogadać z kimś odpowiedzialnym za ten przybytek.

Wchodzę, nigdzie żywego ducha. Wołam – nic, cisza. Wyszłam, pokręciłam się, dalej NIC. Ok, to wchodzę głębiej – z lekką obawą.

Przedpokój jest duży, po lewej widzę ogromny salon z kominkiem i stołem, jednak najdziwniejszy jest zapach. Byliście kiedyś w skansenie? A w domu bardzo starych ludzi? Ten zapach jest wypadkową powyższych – nic przyjemnego. Idę dalej i nagle…

MARTWA MYSZ!!!

I w tym samym momencie materializuje się „zarządca” nieruchomości, jak się później okazało niejaki Wojtek.

Mówię: – „Tam jest martwa mysz”, na co on do mnie „Ooo mysz? Nie wiem skąd tutaj ona, nie mamy myszy”. Była w  ŁAPCE!!!

Czemu nie wiałam w tym momencie? Bo była 18, byliśmy 300 km od domu, a na dworze szalała burza. Jedziemy dalej z opisem.

Wojtek prowadzi mnie do naszego „apartamentu”. Jak w opisie – dwa pokoje, kuchnia, łazienka… Strzelam, że sprzątane w bardzo zamierzchłych czasach. Wszędzie ten dziwny zapach, do którego nie sposób się przyzwyczaić. Gdybym nie miała węchu, powiedziałabym, że wystrój ciekawy – jak z minionej epoki, taki typowy vintage. Ale niestety, mam nos jak pies myśliwski, a to nie ułatwiało sprawy.

Jeszcze tylko dodam, że odkąd weszłam do tego domu, narastał we mnie niepokój – i nawet nie był do końca związany z tym biednym gryzoniem. Nie boję się myszy, ale mój siódmy zmysł wyczuwał COŚ.

Polazłam po męża, który czekał z dziećmi w aucie i mówię mu jak wygląda sytuacja. Stwierdziliśmy, że jedną noc przeżyjemy, może nie będzie tak źle i zostaniemy dłużej. Zanieśliśmy manatki i próbowaliśmy się przyzwyczaić – ja w międzyczasie sprzątałam…

Jeszcze słowem komentarza – wielki dom, a w nim tylko my i ten Wojtek. I burza…

Kobieta w czerni

Oglądaliście „Kobietę w czerni” z Danielem Radcliffem? Taaaak, to zdecydowanie te klimaty. Ale ja nie wierzę w duchy, ani żadne takie, jestem realistką do szpiku kości i trudno mnie przestraszyć. Całe życie mieszkałam w starym domu, w którym ludzie rodzili się i umierali – i to skutecznie wyleczyło mnie z ulegania fobiom.

Ale – czułam niepokój. Mam tak, że wyczuwam atmosferę miejsc – kiedyś wydawało mi się, że wszyscy to potrafią, ale jednak chyba nie. Dla mnie jest to coś tak namacalnego, jak stół, czy krzesła – tyle, że nie umiem tego zdefiniować słowami. W każdym razie, im dłużej byłam w tym domu, tym większe czułam napięcie.. Co ciekawe, mój mąż miał podobnie – czuł się w tym miejscu źle, albo może raczej miał wrażenie, że ono jest złe. W pewnym momencie stwierdził, że ma poczucie, jakby w nocy miał razem z tym domem zniknąć – a takie bujdy są zupełnie nie w jego stylu.

Zarządca Wojtek

Nasz gospodarz nie wylewał za kołnierz i był już mocno cyknięty – zresztą nie sprawiał wrażenia człowieka, który psuje sobie rzeczywistość zbyt częstym trzeźwieniem. Opowiadał nam, że jest muzykiem, „ale nie takim celebrytą”, a do tego domu przyjeżdżają różni artyści. Miał chyba problemy z pamięcią krótkotrwałą, bo mówił nam te same rzeczy po kilka razy i usilnie nazywał mnie Anną. Fizjonomię miał niedbałą – fryz inspirowany Edwardem Nożycorękim, cały był zresztą „wczorajszy”.

Nowy lokator

Dowiedzieliśmy się, że tego samego dnia ma się zjawić niejaki Andrzej. Siedzieliśmy jak na szpilkach zastanawiając się, kto to będzie. Mieliśmy już wtedy głębokie przeczucie, że od tego, jaki się okaże, zależeć będzie, czy zostaniemy w tym dziwnym domu. W końcu podjechało auto i Andrzej okazał się być standardową istotą ludzką, w dodatku z żoną i dwójką dzieci.

Poszłam na zwiady i pytam ich, co myślą i czy tu zostają. Andrzej stwierdził, że stary dom, to zapach trochę dziwny, ale wypijemy wieczorkiem piwo i się przyzwyczaimy. Po minie żony widziałam jednak, że nie ma takiej ilości piwa, która mogłoby jej w tym pomóc.

Reasumując –  dziwny dom, dziwny Wojtek, dziwny zapach i normalny Andrzej, który był światełkiem w tunelu tej całej sytuacji. Niestety jak wiadomo, może się zdarzyć, że światełko, to tak naprawdę światła nadjeżdżającego pociągu.

To co robimy???

Andrzej z rodziną pojechali do Biedry na zakupy, a my na obczajanie terenu. Burza się skończyła, wyjrzało słońce, więc wypadało się rozejrzeć po okolicy. W międzyczasie dostałam na OLX odpowiedź z pewnego pensjonatu, że mają wolne pokoje. Zadzwoniłam i zamówiłam od jutra noclegi. Pozostała więc jedna noc w tym dziwnym miejscu, a ja bardzo nie chciałam jej doświadczać.

Marudziłam mężowi, żebyśmy się wymiksowali całkiem z tego strasznego miejsca, ale stwierdził, że tak głupio – poza tym jest ta druga rodzina, więc może nie będzie źle. Odmawianie żonie jest łatwe, ale gdy córka mu powiedziała, że nie chce wracać do tego domu i że się boi, ślubny stwierdził, że się poddaje. Pozostało zabrać swoje rzeczy.

Ucieczka

Plan był taki, że mąż z dziećmi zostają w aucie, a ja nas pakuję. Wojtka nigdzie nie było widać, za to mój niepokój po przekroczeniu progu tego domu, sięgnął zenitu. Ostatnio byłam tak roztrzęsiona na egzaminie z analizy matematycznej – stan bliski omdleniu, serce bijące jak wściekłe i trzęsące się ręce. Nie wiem dlaczego – ale byłam przerażona. Z okna widziałam, że podjeżdża auto Andrzeja- trochę mi ulżyło, że przynajmniej oni zostają, ale okazało się że również mają w planach odwrót.

Andrzej z żoną opchnęli gdzieś dzieciaki i wrócili jedynie po żelazko. Skubańcy pojechali pierwsi, a myśmy zostali z naszym zarządcą. Miałam szczerą nadzieję, że w międzyczasie nas nie pozabija, ale szczęśliwie gdzieś zniknął. Miał taką zdolność zapadania się pod ziemię – raz był, a za chwilę się dematerializował.

Pobiłam rekord szybkości w pakowaniu – mąż zniósł tobołki i wzięliśmy nogi za pas.

Dom Dobry

Willa Dobry Dom.jpg
Willa Dobry Dom w Jagniątkowie

Resztę urlopu spędziliśmy w cudownym miejscu – Willi Dobry Dom w Jagniątkowie (jest to malutka miejscowość między Jelenią Górą a Szklarską Porębą). Przemili gospodarze, śliczne pokoje i czystość absolutna (pokoje były wręcz sterylne). Sam domek jest idealnym połączeniem starego z nowym – ma ponad 100 lat, ale jest po generalnym remoncie. O jego wieku przypominają drewniane drzwi, czy kamienna podmurówka.

Pierwszy dzień leczyliśmy skołatane nerwy – ja całą noc nie spałam, czułam napięcie w każdym mięśniu. Na szczęście nazajutrz wszystko było już dobrze – a nawet lepiej – nasi nowi gospodarze pojechali po dwa malutkie kociaki, które okazały się hitem wakacji. Dziewczynki oszalały na punkcie kotków i najchętniej siedziałyby z nimi cały czas.

Willa Dobry Dom pokój
Pokój w Willi Dobry Dom

Na pewno jeszcze wrócimy do Jagniątkowa, do „naszej” miejscówki – było nam tam tak dobrze, że z żalem odjeżdżaliśmy. Wieczory upływały na rozmowach z gospodarzami, zabawie z dziećmi i kotami, dni – na chodzeniu po górach.  Udało mi się nawet znaleźć kilka grzybów – a to znaczy, że jest ich tam całe mnóstwo (skoro ja jakieś wypatrzyłam).

Grzybki leśne
Leśne grzybki

Atmosfera miejsc

Zastanawia mnie, czy jest więcej osób, które potrafią wyczuwać atmosferę miejsc – jeśli też Ci się to zdarza, daj proszę znać – może podzielisz się swoją historią związaną z tego typu odczuciami?

Nie wiem, co było nie tak ze Złym Domem, jak go teraz nazywamy, ale czuliśmy się tam naprawdę fatalnie. Miejsce wyrwane z horroru. Nie dodałam żadnych jego zdjęć, bo mimo wszystko – nie chcę nikomu psuć biznesu, biorę pod uwagę także to, że moje odczucia są mocno subiektywne i może faktycznie jest grupa ludzi, która czuje się tam dobrze.

No „do widzenia” jeszcze dwie fotki z Zamku Chojnik 🙂

Zamek Chojnik.JPG
Zamek Chojnik
Zamek Chojnik 2.jpg
Jakieś 500 lat temu musiało tu być pięknie 🙂

Do napisania!

Magda

 

 

 

 

 

 

Advertisements

7 uwag do wpisu “Dobry i zły dom

  1. Jakie wspaniałe miejsca i bardzo fajnie opowiedziana historia! Ja się przymierzam do opublikowania kilku swoich relacji z wyjazdów, ale nie bardzo wiem, jak ‚ugryźć’ ten temat, aby było ciekawie 🙂
    Dziękuję za ten post i za inspirację!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s