Metamorfoza szafki katalogowej

Od bardzo, bardzo dawna marzyły mi się w domu szafki biblioteczne. Kojarzycie pewnie te piękne komódki, zwane też niekiedy aptekarskimi? Mnóstwo niewielkich szufladek, wszystko w litym drewnie. Napisałam nawet do kilkunastu filii biblioteki w moim mieście, czy czegoś takiego nie mają na sprzedaż, ale nie doczekałam się odpowiedzi. Czasem na Olx migały mi tu i ówdzie tego typu mebelki, ale ceny były zawrotne. Aż tu nagle…

Skarby ze śmietnika

Jak mantrę będę powtarzać, że każdy miłośnik wnętrz powinien uważnie analizować śmietniki, które mija. To niesamowite, co ludzie wyrzucają! Znalazłam już skrzynię wianną, szafkę czyścibuta, stolik, lustro i kilka innych „skarbów” – jeśli śledzicie bloga, macie okazję co jakiś czas oglądać moje nowe znaleziska. Mam już wbudowany tryb zwiększonej uwagi za każdym razem, kiedy mijam hasiok – i mogłoby się zdawać, że fajne rzeczy można wyhaczyć tylko w starych miastach, lub na osiedlach domków – a jednak nie! Ja moje łupy ogarniam w mieście, które powstało w latach 50tych i nie ma tu ani jednej kamienicy! Ale  do rzeczy!

Wyobraźcie sobie taki obrazek – ranek, wysiadam z auta, żeby iść do pracy,  a na śmietniku koło parkingu leżą sobie dwie szafki biblioteczne! Szał, prawda? No więc wpakowałam je do samochodu i poleciałam pochwalić się asystentce, co znalazłam. Ola popatrzyła i stwierdziła, że musiała je wywalić biblioteka, która znajduje się blok dalej. Na to oczywiście bym nie wpadła (kij, że to w miarę logiczny wniosek), więc wybrałyśmy się tam podpytać, czy nie mają jeszcze kilku takich szafeczek do oddania. Mieli i to MNÓSTWO!!! Przez kolejne dwa dni pakowałyśmy do auta stare szafki biblioteczne, którymi się podzieliłyśmy – Ola swoje sprzedała na OLX (zeszły na pniu), a moje czekają na POMYSŁY. Jedna już się doczekała, więc poniżej przedstawiam szczegóły metamorfozy. Aaa, zostało mi jeszcze 12 sztuk, więc nie dziwcie się, jeśli zrobię całą serię postów o szafkach katalogowych.

Szafka katalogowana PRZED

Przed metamorfozą, moje szafki prezentowały się następująco:

metamorfoza szafki katalogowej 16

metamorfoza szafki katalogowej 12

Pierwsze zdjęcie jest robione na tle ściany w mieszkaniu kupionym pod wynajem – dodaje dramaturgii, prawda? Swoją drogą już wkrótce pokażę Wam całość metamorfozy, a raczej półrocznego remontu „własnymi rencami”.

Wracając do tematu – jak widzicie, szufladki moich szafek były oklejone papierem. Niestety, nie bardzo chciał sam zleźć i by go ściągnąć, musiałam go moczyć kilka minut w wodzie, a następnie”rolować” – nie bardzo wiem, jak inaczej określić ten proces. Drewno  było w całkiem niezłym stanie – oczywiście nie nówka sztuka, ale wystarczyło trochę pracy z drobnoziarnistym papierem ściernym, żeby wyglądało w miarę przyzwoicie. Gdybym chciała zachować więcej pierwotnego usłojenia, musiałabym użyć szlifierki, ale miałam plan „mieszany” – trochę farby, trochę drewna, więc uznałam, że może być tylko papier.

Malowanie mebli farbą tablicową

Wykombinowałam sobie, że moja szafka będzie częściowo pomalowana czarną farbą – te najładniejsze kawałki drewna uwidocznię natomiast lakierem. Chciałam, by moment przejścia pomiędzy farbą a drewnem był podkreślony za pomocą złota – o tym poczytacie niżej.

Farba tablicowa to na dobrą sprawę farba kredowa, czyli można nią malować większość powierzchni. Za półlitrową puszkę zapłaciłam na Allegro wraz z przesyłką 32 PLN , więc nie są to jakieś wielkie pieniądze. Powiem Wam, że jestem zachwycona tą farbą! Po pierwsze jedna warstwa wystarcza – jest to zapewne kwestia koloru, ale konsystencja też robi swoje – bardzo gęsta, a przy tym wygodna w nakładaniu. Druga rzecz,  to efekt końcowy – cudownie matowa powierzchnia, która wygląda przepięknie! Korci mnie, żeby wypróbować inny kolor – ciekawa jestem, czy będę miała przy tym podobne odczucie. Dodam tylko, że malowałam pędzelkiem i nigdzie nie ma żadnych zacieków, czy nieestetycznych śladów po narzędziu – co w przypadku standardowych farb akrylowych jest wręcz normą. Tak więc bardzo polecam – czy to do ścian, czy do mebli – farba daje radę!

metamorfoza szafki katalogowej 13.jpg

Nie wszystko złoto… czyli szlagmetal i meble

Może mi się zdaje, ale ostatnio złoto wróciło do łask – a może raczej złocenie mebli. Kiedy pierwszy raz, na jakiejś fejsbukowej grupie meblowej, zobaczyłam częściowo złocony mebel, wpadłam w absolutny zachwyt. Poniuchałam internety i dowiedziałam się co i jak. A zatem:

Co to jest szlagmetal?

Meble złoci się szlagmetalem – są to bardzo, bardzo cienkie płatki w kolorze złota. Niezwykle delikatne – łatwo je zniszczyć. Dają piękny efekt, bardzo trudny do uzyskania za pomocą farby. Oczywiście koło prawdziwego złota nawet nie leżały – cena mówi zresztą sama za siebie – 25 płatków za 15 pln.

Jak kłaść szlagmetal?

O ile złocenie całego mebla wydaje mi się dość trudne i nie porywałabym się z motyką na słońce, o tyle częściowe kładzenie szlagmetalu to bułka z masłem. Profesjonalnie pewnie robi się to za pomocą odpowiedniego kleju itd, ale ja miałam zwykły introligatorski – do drewna i skóry – i musiał starczyć. Wzięłam pędzelek, pomaziałam klejem te miejsca które miały być złocone i chwilę odczekałam – kilka minut, by klej nie był bardzo mokry. Następnie nałożyłam na niego płatki szlagmetalu i poczekałam aż całość wyschnie Odstających kawałków złotych płatków pozbyłam się pędzelkiem – za pomocą ruchu zamiatającego, że się tak wyrażę.

metamorfoza szafki katalogowej 15.jpg
Szlagmetal po nałożeniu i przed usunięciem odstających kawałków
metamorfoza szafki katalogowej 14.jpg
Złocona szufladka po usunięciu pozostałości szlametalu. Czarna farba schnie jeszcze po poprawkach.

Wykończenie szafki katalogowej

Te miejsca, gdzie było surowe drewno oraz szlagmtal, pociągnęłam warstwą lakieru do drewna – uważałam przy tym, by nie polakierować farby tablicowej – zależało mi, by powierzchnia pozostała matowa.

metamorfoza szafki katalogowej 6.jpg

Szafka miała stanąć przy łóżku, więc potrzebowała nóżek – udało mi się znaleźć na Allegro sosnowe nogi drewniane w cenie 4 pln/szt, więc komplet kosztował mnie 16 pln. Je także pomalowałam na czarno i przykręciłam do szafki.

Ostatnią rzeczą, którą zrobiłam była wymiana gałek – wkręciłam nieco większe uchwyty meblowe, które zalegały mi w piwnicy (to pomalowane czarnym sprayem gałki z ikeowskiej komody Rast).

Podsumowując koszty:

  • farba tablicowa 32 pln
  • nogi meblowe 16 pln
  • szafka – za darmo
  • lakier – kupiony dawno temu
  • uchwyty meblowe – zalegały w piwnicy
  • szlagmetal – miałam w swoich zasobach
  • klej introligatorski – leżał w szufladzie
  • pędzel i śrubki – piwniczne zbiory majsterkowicza

Wydałam więc 48 pln – całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że farby zostało mi prawie całe opakowanie (jest BARDZO wydajna).

metamorfoza szafki katalogowej 2.jpg

 

metamorfoza szafki katalogowej 5.jpg

metamorfoza szafki katalogowej 8.jpg

 

metamorfoza szafki katalogowej 4.jpg

metamorfoza szafki katalogowej 8

 

Jak Wam się podoba efekt końcowy? Może być? już chodzi mi po głowie kolejny szafkowo-katalogowy projekt. Póki co, cztery szafeczki mam w kuchni i trzymam w nich zapasy… mleka (moje dziewczyny rano i wieczorem piją po kubku kakao, więc mleko kupujemy „na zgrzewki”). Okazały się idealnym kuchennym meblem – w jednej szufladzie mieszczą się dwa kartony mleka, więc cała szafka to 8 opakowań! Jeśli macie pomysły, w jaki sposób dostosować te mebelki do białej kuchni – czekam na Wasze propozycje.

Do napisania!

Magda

 

Reklamy

6 uwag do wpisu “Metamorfoza szafki katalogowej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s